Skleroza nie boli ?

Nagminną plagą wśród użytkowników komputerów jest zostawianie płyt CD i DVD w napędach. Oglądałam fajny film i zapomniałam wyjąć płytę. Przypomniałam sobie o niej po 2 tygodniach. Skończyłam słuchać świetnej muzyki i zapomniałam o nośniku, a nie mam ochoty znów uruchamiać komputera. Wyjmę go jutro. Lepiej zostawić krążek w napędzie, skoro jutro znowu będę grać w tę grę! Znamy to doskonale, nieprawdaż? Ciekawe, czy ktoś z nas pomyślał kiedykolwiek, jakie mogą być skutki tej praktyki. Otóż włożenie płyty do napędu powoduje odsłonięcie lasera i jego przejście w stan gotowości do odczytywania zapisanych na nośniku danych. Niezależnie od tego, czy komputer jest włączony czy też nie – jeżeli płyta jest w czytniku, laser jest gotowy do pracy. W tym momencie jest odsłonięty i podatny na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych, a w szczególności kurzu. Chyba nie muszę wyjaśniać, czym grozi zakurzenie lasera. Mówi się, że skleroza nie boli. Może nas nie, ale napędy naszych komputerów owszem. Nas z kolei boli kieszeń, kiedy przez własną nieostrożność musimy wydawać pieniądze (zazwyczaj niemałe) na naprawę sprzętu. Najlepiej jest więc pamiętać o wyjmowaniu płyt tuż po zakończeniu ich użytkowania. Gdy zajdzie taka konieczność, zawsze można ją włożyć z powrotem – przecież to nie jest nadmiernie duży wysiłek. Wystarczy trochę pomyśleć, a nasze lasery odetchną z prawdziwą ulgą.

Stare, poczciwe komunikatory…

Kiedyś podstawowymi formami komunikowania się przy wykorzystaniu komputera było używanie komunikatorów. Obecnie ich popularność w wymiarze prywatnego porozumiewania się spada na rzecz Facebook’a. Natomiast w ramach komunikowania organizacyjnego lub innych form oficjalnej wymiany zdań najpowszechniejszym narzędziem porozumiewania się w sposób pośredni pozostaje poczta elektroniczna. Jednakże komunikatory internetowe wciąż mają rzesze swoich zwolenników. Dwa najpopularniejsze to Skype i Gadu-Gadu. Skype od samego początku swojego istnienia był zorientowany na połączenia telefoniczne i prowadzenie wideorozmów. Oczywiście przez szereg lat był udoskonalany i unowocześniany w zakresie jakości i wygody świadczenia oferowanych usług. Ten komunikator często wykorzystują osoby pracujące z zagranicą do porozumiewania się ze swoimi małżonkami i dziećmi. Możliwość prowadzenia wideorozmowy jest próbą zastąpienia żywego kontaktu w cztery oczy. Natomiast poczciwe GG przeszło autentyczną rewolucję początkowo skromnej formy. Na początku służyło jedynie do prowadzenia prostych rozmów tekstowych. Później dochodziły do tego takie funkcje jak: konferencje, przesyłanie plików, rozmowy audio i wideo, radio, dysk, a nawet gry i aplikacje. Obecnie program stał się wielopoziomowym, w pełni interaktywnym urządzeniem mobilnym. A wszystko to w jednym okienku z uśmiechniętym słoneczkiem.

Sprzęt wrogi melomanom ?

Głośniki komputerów przenośnych są małe, ciche i nie porażają jakością – ten fakt bynajmniej nie jest wielkim odkryciem. Natomiast mam wrażenie, że laptopy same w sobie także nie generują szczególnie ładnego dźwięku. Posiadam stosunkowo dobre słuchawki firmy Sennheiser. Mają głębokie, wyraziste brzmienie tonów podkreślające wszystkie ich alikwoty. We współpracy z odtwarzaczem MP3 w telefonie komórkowym, odtwarzaczem radiowym i komputerem stacjonarnym moje Sennheisery imponują aksamitną barwą. Natomiast kiedy podłączę je do laptopa – dźwięk ulega spłyceniu, tak jakby jego źródło było gdzieś na zewnątrz. Brakuje mi tego specyficznego uczucia, kiedy organizm zdaje się sam przewodzić fale dźwiękowe… Nawet wówczas, gdy używam na komputerze stacjonarnym i laptopie tego samego odtwarzacza z tak samo ustawionymi parametrami – różnica jest dostrzegalna. Z moich doświadczeń wynika, że inne laptopy również nie zapewniają stuprocentowego komfortu słuchania. Może to wina źle konstruowanych portów na słuchawki? Największą zaletą i najważniejszą właściwością komputerów przenośnych jest ich podręczność i łatwość przenoszenia. Natomiast jakość odtwarzanego dźwięku z pewnością jest dla producentów drugorzędna – w końcu laptop nie jest z założenia sprzętem stricte muzycznym. Jednakże ten parametr mógłby ulec wzbogaceniu – myślę, że oprócz mnie wielu klientów byłoby zadowolonych z ulepszenia odtwarzania dźwięku przez laptopy.

Dlaczego lubimy e-booki ?

Tradycyjna książka odchodzi do lamusa, oddając buławę e-bookom. Elektroniczne wydania wielu pozycji są dostępne na różnych stronach, w różnych formatach. Czasami można ściągnąć je za darmo, innym razem należy uiścić opłatę. Trudno mi jednoznacznie określić, skąd właściwie wziął się ten szał. E-książki mają taką samą zawartość co tradycyjne. Osobiście uważam, że zdecydowanie bardziej urzekają wydania papierowe. Magia pożółkłych stron, zapach kurzu i starości, pozaginane rogi, plamy po kawie… Dzięki tym oznakom widzę, że przede mną książkę czytały różne osoby, których najprawdopodobniej nie miałam przyjemności poznać. Jedni zasypiali nad jej kartami, inni chłonęli każdy wyraz, niektórzy przeżywali opisaną historię. To wszystko razem w moim mniemaniu nadaje książce coś w rodzaju papierowej duszy. Dzięki temu staje się ona dla mnie bliższa niż publikacja w formacie PDF. Bardziej osobista i magiczna. Natomiast podejrzewam, że popularność e-booków wzięła się stąd, iż wszyscy są teraz zabiegani, mają masę zajęć i nie znajdują czasu na wizytę w bibliotece. Ściąganie książek z Internetu to pean na rzecz łatwizny i wygodnictwa. Za to dla dzieciaka zmuszanego do czytania lektur pretekst do włączenia komputera. Chociaż i tak jest to o niebo lepsze niż czytanie streszczeń, które całkowicie oducza myślenia i szukania pretekstów do refleksji. Użytkownicy e-booków mają przynajmniej ambicje na samodzielne zmierzenie się z dziełem.

Komputer przenośny niezbędnik

Uczęszczając na zajęcia na uczelni, często obserwuję moich kolegów. Wielu z nich zabiera na zajęcia laptopy, niektórzy na każde. Czy to wykład, czy ćwiczenia, a być może konwersatorium – młody student siedzi w sali z nosem w monitorze. Oczywiście teoretycznie komputery są przynoszone po to, aby można było sporządzać na bieżąco i w szybkim tempie spójne, wyraźne, szczegółowe notatki. Często jednak jest inaczej. Mam wrażenie, że wielu studentów źle wybrało kierunek lub nie powinno wcale znaleźć się na uczelni. Stała grupa ziewa z nudów na każdych zajęciach, tak naprawdę bez względu na sposób ich prowadzenia. Jako umilacz czasu przynoszą laptopa. Komputer zamiast stanowić interaktywną pomoc w wyszukiwaniu informacji i rzetelnym notowaniu całkowicie pochłania uwagę właściciela. Najczęściej delikwent przez całe zajęcia bardzo aktywnie bierze udział w świecie Facebook’a lub Demotywatorów. Zawsze w takich sytuacjach się zastanawiam, po co taka osoba uczęszcza na zajęcia, szczególnie na nieobowiązkowe wykłady. Czy nie przyjemniej byłoby posiedzieć przed ekranem laptopa w domu ? Może powinno się wprowadzić szczegółowe przepisy korzystania z komputerów przenośnych na uczelniach? Chyba jednak nie miałoby to sensu – student w końcu jest już dorosłym, odpowiedzialnym młodym człowiekiem. Jeżeli nie potrafi rozumnie korzystać z ukochanej zabawki – to jego problem i jego zmarnowany czas. Ciekawe tylko, po co przychodzi na uczelnię – na pewno nie po wiedzę.

Przyjazny dysk internetowy

Mam na myśli oczywiście serwis Chomikuj.pl – wiernego kumpla studentów. Stwarza on możliwość przechowywania za darmo plików. Jego pojemność jest ogromna. W ten sposób możemy stworzyć okazję do odpoczynku dyskowi twardemu swojego komputera i ofiarować mu trochę wolnej przestrzeni. W serwisie znajdziemy wiele wartościowych pozycji. Możemy ściągać pliki audio, wideo, tekstowe od innych użytkowników, a oni z kolei mają okazję korzystania z naszych. Chomikuj.pl to miejsce idealne do dzielenia się płodami swojej twórczości, np. nagraniami wykonań popularnych utworów lub własnych kompozycji; obrazami; własnoręcznie wykonanymi fotografiami, etc. Serwis oferuje też różne rodzaje kont dla klientów. Można wybrać odpowiednią opcję w zależności od personalnych potrzeb. Co tydzień otrzymuje się transfer na pobieranie plików, którego wielkość uzależniona jest od typu posiadanego konta. W razie potrzeby można również dokupić dodatkową ilość transferu w zamian za określoną opłatę. Myślę, że warto jest zaprzyjaźnić się z Chomikuj.pl. Ten serwis jest bardzo użyteczny – stwarza ogromne możliwości przechowywania i pobierania ciekawych plików. Jako audiofil–pasjonat, który wszystkie wolne chwile spędza ze słuchawkami na uszach, jestem jego niezmiernie oddanym i wiernym użytkownikiem. Znajduję tam całą paletę muzycznych barw z różnych zakątków świata.

Samodzielność melodii gier

Muzyka filmowa jest współcześnie bardzo popularnym gatunkiem. Można ją nazwać współczesną odmianą XIX-wiecznej muzyki programowej. Jeśli jest skomponowana ciekawie, melodyjnie i chwyta za serce – prawie natychmiast zaczyna żyć samodzielnym życiem, niezależnie od filmu. W końcu nie bez kozery Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej przyznaje osobną statuetkę w kategoriach: Najlepsza Muzyka i Najlepsza Piosenka. Powoli taką samą samodzielność zaczyna egzekwować muzyka z gier komputerowych. Mało ambitnych producentów zadowala wygenerowanie jednolitej elektronicznej rąbanki i wstawienie jej jako element tła jedynie po to, żeby coś leciało z głośników i swoją usypiającą, monotematyczną beznadziejnością wprowadzało gracza w hipnotyczny trans. Natomiast kreatywni twórcy gier coraz częściej zaczynają doceniać rolę muzyki towarzyszącej wirtualnej rozrywce. Niekiedy jest ona na tyle bogata melodycznie, harmonicznie i wyrazowo, że funkcjonuje jako materiał dźwiękowy płyt. Royal Stockholm Philharmonic Orchestra nagrała świetne CD – Distant Worlds: Music from Final Fantasy. Muzyka jest wyrazista i świetnie pasuje do brzmienia orkiestry symfonicznej pomimo tego, że pochodzi z gry. Wykonanie orkiestry samo w sobie również jest wartościowe, a przecież trudno się gra muzykę, którą mało kto wykonuje. Mam nadzieję, że takich pozycji pojawi się więcej – mogą one być ogromnie pasjonujące.

Sieć pełna osobowości

Otwierasz skrzynkę poczty elektronicznej, a tutaj… 60 nieodebranych wiadomości. 40 to reklamy, oferty i promocje. 3 oferty pracy. 2 maile od znajomych. I do tego jeszcze 15 wiadomości w folderze SPAM. Teraz skoncentruj się na spamie i reklamach. Nie masz wrażenia, że są adresowane specjalnie do Ciebie? Nie chodzi o to, że nadawca używa Twojego imienia, a nawet nazwiska – masz te dane wpisane w profilu. Natomiast jeżeli jesteś singlem, zapewne co jakiś czas dostajesz reklamy portali randkowych. Szukasz pracy? Zobacz – kilka mailów oferuje szybkie i łatwe zdobycie pieniędzy. Często uczestniczysz w badaniach rynku i ankietach internetowych? Znajdziesz również zaproszenia do regularnego wyrażania swoich opinii w ramach serwisów typu Twój Punkt Widzenia lub Global Test Market. To nie jest jedynie zwykły przypadek. Internet to ogromne zbiorowisko najróżniejszych informacji o poszczególnych osobach. Bardzo dużo można o nas wywnioskować na podstawie tego, jakie hasła wpisujemy do wyszukiwarki. Poza tym często nieświadomie wystawiamy się na strzały, aktywnie uczestnicząc w życiu serwisów społecznościowych. Wiele firm czerpie korzyści z wyszukiwania w Internecie informacji o klientach, niektóre zatrudniają do tego nawet specjalnych pracowników. Zapewne poczułeś się zdziwiony? Uświadom sobie to wreszcie – przez cały czas jesteś na widoku.

Facebook – zdradliwa moda

Od około 2-3 lat Facebook znajduje się na czele najpopularniejszych portali społecznościowych o zasięgu światowym. Prawie każdy posiada już założone konto. Projekt Marka Zuckerberga zdobył ogromne rzesze entuzjastów oraz stał się podstawowym źródłem informacji i środkiem komunikowania społecznego. Nie masz fejsa? Nie istniejesz! – miałam okazję bardzo często słyszeć to zdanie jako manifestację zdumienia spowodowanego tym, że ktoś potrafi żyć bez Facebook’a. Należy jednak uważać, ponieważ ten powszechny szał może okazać się zdradliwy. Popularność serwisu jest tak duża, że na pewno znajdzie się wielu, którzy z ogromną chęcią wykorzystaliby zawarte w nim dane do niecnych celów. Wprawdzie istnieją odpowiednie opcje selekcji danych osobowych, które pozwalają na to, by pokazywać jedynie to, co chcemy i tylko wybrańcom. Jednakże nie pokładałabym w tym wielkiego zaufania. Bardzo często zdarza się, że ukryte informacje o użytkownikach i tak przedostają się do Internetu, a wytrawny poszukiwacz nie będzie miał najmniejszego problemu z ich pozyskaniem. Zawsze może się znaleźć ktoś, kto będzie chciał wykorzystać je przeciwko Tobie, więc lepiej uważaj na to, co umieszczasz na fejsie. I przede wszystkim nie popisuj się nadmiernie tym, co masz – chciwi złodzieje czekają. Nie ma co łudzić się, że zagrożenie jest gdzieś obok i personalnie Cię nie dotyczy – Ty też możesz paść jego ofiarą.

Niewierzący ? wpisz się !

Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów patronuje projektowi o nazwie Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków. Na stronie publikowane są wpisy obywateli Rzeczpospolitej Polskiej deklarujących się jako ateiści lub agnostycy. Według intencji założycieli Lista jest rodzajem wirtualnego monumentu dla tych, którzy zostali zamordowani z powodu otwartego przyznawania się do niewiary. Są to m.in. spalony na stosie Giulio Cesare Vanini i Kazimierz Łyszczyński – patron Listy. Natomiast obecność ILAiA w sieci jest głównie formą manifestacji ideologicznej. Polska od wielu stuleci funkcjonuje w świadomości społecznej jako kraj z katolickimi tradycjami. Do dziś wielu prawicowych polityków posługuje się w wypowiedziach patosem bogoojczyźnianym. Już w XVII i XVIII w. dewocja była naszą narodową cechą społeczną, która ograniczała znacznie horyzonty myślowe magnaterii. W rzeczywistości w naszym kraju jest wiele osób niewierzących i obojętnych wobec spraw wiary. Mają one okazję do bezpośredniego powiedzenia: Tak, jestem ateistą poprzez wpisanie się na Listę. Chcesz umieścić własne nazwisko na stronie? To nic trudnego – wystarczy, że podasz swoje dane i aktywujesz link otrzymany w e-mailu. Myślę, że ta inicjatywa jest dobrym pomysłem. Z pewnością zdecydowanie lepszym niż marsze i manifestacje uliczne organizowane przez ultrakatolickich sympatyków prawicy, które wzbudzają ambiwalentne nastroje społeczne.